Zielony eko-wabik, czyli greenwashing (ekościema) w praktyce dnia codziennego


Ekologiczne jest modne i zdrowe, dlatego jest coraz intensywniej wykorzystywane w działaniach marketingowych. Niestety dołączenie do przekazu reklamowego słowa klucza typu: ekologiczny, naturalny, zielony, prośrodowiskowy, zrównoważony itp., nie zawsze daje gwarancję skorzystania z produktu faktycznie spełniającego określone (konkretne i ostre) kryteria, a tym samym nie daje pewności czy firma dostarczająca produkt (usługę) jest podmiotem stosującym rygorystyczne normy w kontekście ochrony środowiska. Dlatego ważne są konkrety, najlepiej twarde dane i fakty.

Ekowalka o klienta

Brutalna walka konkurencyjna, bez względu na branżę (od wody mineralnej, poprzez wybielacz czy usługi bankowe, na samochodach kończąc), sprawia, że producenci i usługodawcy coraz częściej sięgają po „eko-chwyt marketingowy”. Zewsząd jesteśmy bombardowani ekologicznymi komunikatami, a wtedy pojawia pytanie: czy informacje są prawdziwe? Decydując się na zakup eko-produktu lub eko-usługi w tzw. dobrej wierze winniśmy uruchomić krytyczne myślenie i zasadę ograniczonego zaufania.

Więcej na temat krytycznego myślenia w materiale (Pro-tip o Smart Enough)

Poprawa i ocieplanie wizerunku

Współcześnie określenia typu „eko” oraz „ekologia” są powszechnie łączone z troską o otaczającą nas przyrodę, jednak historycznie termin „ekologia” dotyczy nauki zajmującej się badaniem oddziaływań pomiędzy organizmami a ich środowiskiem (porusza kwestie struktury i funkcjonowania przyrody), zaś ochroną środowiska ściśle zajmuje się inna dziedzina: sozologia. Pomijając tą drobną niezgodność rozwińmy temat epatowania „eko-sloganami” na każdym już niemal kroku. Za każdym razem gdy widzę zielony motyw i czytam lub słucham o tym jak dany produkt jest przyjazny dla środowiska zapala mi się „zielona” (nomen omen) lampka, która każe zastanowić się przez chwilę czy podjęte działanie faktycznie przełoży się na poprawę stanu środowiska naturalnego (lokalnie lub globalnie), czy jest tylko sprytnym zabiegiem manipulacyjnym mającym wywołać u konsumentów pozytywne skojarzenia.

Gra w „zielone”

Ostatnio „mój wewnętrzny alarm” włączył jeden z banków, który informuje o swoim zaangażowaniu w eko i obwieszcza wprowadzenie biodegradowalnej karty płatniczej (sic!). Niby fajnie, ale policzmy na spokojnie. Wg PRNews.pl rzeczony bank ma niecałe 4 mln klientów, czyli docelowo będzie wymienionych 4 mln kart, ale każdy z tych klientów ma przecież ważną kartę plastikową, zatem wymiana przed terminem byłaby chyba jeszcze większym marnotrawstwem i szkodzeniem środowisku. Załóżmy zatem, że karta ważna jest 4 lata, czyli w najbliższym czasie bank wymieni 1 mln kart, przy średniej wadze karty ok. 5 gr, daje to 5 ton plastiku, jedna ciężarówka/rok. Oczywiście dobre i 5 ton (max 100 tys. zł), a koszt samej kampanii (spoty, celebryci, reklamy itp.)? Zatem mój krytycyzm każe zapytać: słuszna akcja dla eko-efektu, czy może eko-akcja dla efektu wizerunkowego czyli czystego marketingu? Niech każdy sam dokona szybkiej oceny…

Więcej rozważań Ile prawdy jest w reklamach znajdziesz w materiale o lodach „Ekipy”

Eko chwyta za serce, ale i za portfel

Przykłady można mnożyć i dzielić włos na czworo, ale czy faktycznie wysyp ekologicznych produktów i zaangażowania w ekologię nie jest nadużyciem ze strony części przedsiębiorców? Gdy przyjrzymy się bliżej okaże się, że znajdziemy działania wyłącznie marketingowe, mające na celu wzmocnienie pozytywnego wizerunku firmy – firmy ekologiczne i prośrodowiskowe są bowiem lepiej postrzegane przez społeczeństwo czy kontrahentów. Dodatkowo „eko” jest na modowej fali. Jak pokazują liczne badania, konsumenci postrzegają ekologiczne produkty jako prestiżowe, a w obszarze żywności po prostu zdrowsze i charakteryzujące się wyższą jakością, zatem pragną je posiadać – nierzadko pomimo wyższej ceny. Tym samym „eko” wpływa na nasze decyzje zakupowe, a to z kolei determinuje przedsiębiorców do tak chętnego wykorzystywania trwającego trendu. Czy zawsze uczciwie?

Ekościema, czyli greenwashing

Opisane powyżej praktyki nieuzasadnionego wykorzystania prośrodowiskowych skojarzeń oraz kreowania ekologicznego wizerunku, czyli pośrednio (lub nawet bezpośrednio) wprowadzania w błąd konsumentów przez sugerowanie, że produkt czy usługa jest rzekomo ekologiczna, gdy nie jest to zgodne z prawdą lub domniemany efekt jest niewspółmierny do serwowanych sloganów, nazywane jest greenwashingiem, a w wersji spolszczonej określaniem – ekościema.

Greenwashing wywodzi się od słów „green” – zielony, czyli w domyśle naturalny, ekologiczny i „whitewash” – wybielać, tuszować. Co ciekawe pojęcie zostało stworzone przez Jay’a Westerveld’a w 1986 roku, w eseju opisującym działanie jednego z hoteli, polegające na umieszczeniu w pokojach tabliczek, na których proszono gości o oszczędne (ponowne) używanie ręczników. Takie zachowanie miało zmniejszyć ilość zużywanej wody, czego efektem miała być poprawa kondycji środowiska. Jednak pod ekologiczną maską krył się głównie cel biznesowy, czyli większy zysk spowodowany redukcją rzeczy do prania i tym samym cięciem kosztów. Warto w tym miejscu podkreślić, że sam pomysł, choć spopularyzowany w negatywnym kontekście i napiętnowany, wyjątkowo szybko podchwycili inni hotelarze i dziś podobne etykiety są obecne w prawie każdym hotelu. Zadziwiające, że już nikt z tym nie dyskutuje …może zakładamy, że jest to sytuacja typu win-win, czyli zyskuje środowisko i kieszeń właściciela hotelu (sic!).

Czy Polacy łykają ekościemę jak młode pelikany rybki?

Podatność społeczeństwa na zjawisko greenwashingu wprost wynika ze świadomości ekologicznej. Im niższa świadomość tym łatwiej „wpłynąć” na konsumentów, że skoro dany produkt (usługa) ma w nazwie „eko” lub inne prośrodowiskowe określenia, to z pewnością jest bezpieczny dla środowiska i odpowiedzialny człowiek, którym każdy z Nas chce przecież być 😉 powinien z niego skorzystać. Antidotum jest jak zwykle wiedza, czyli edukacja ekologiczna na każdym poziomie – od przedszkolaka do dorosłego. Ponadto bądźmy krytyczni do komunikatów, które są nam serwowane. Wymagajmy od producentów przejrzystości i zrozumiałego wyjaśnienia na czym dokładnie polega „ekologiczność” danego produktu lub rozwiązania. Szukajmy informacji o uznanych certyfikatach weryfikowalnych organizacji („jakaś nowa” fundacja lub stowarzyszenie nie daje 100% gwarancji). Im więcej ogólników tym większe prawdopodobieństwo „ekościemy”.

Be Smart Enough
Krzysztof Buczkowski
www.buczkowski.eu

Pozytywne czy krytyczne myślenie, a może smart? Zalety i …

Podczas wyjątkowo chłodnej tegorocznej majówki, spacerując po Ciechocinku zauważyłem intrygujący widok, który stał się kadrem do zdjęcia (które roboczo zatytułowałem „koniec czy początek podróży (linii kolejowej)” i można je interpretować zarówno jako koniec, ale także początek życiowej podróży w nieznane lub wręcz przeciwnie, do konkretnego upragnionego celu, a ponadto każdy koniec podróży jest przecież początkiem doświadczania odwiedzanego miejsca … itd. można snuć filozoficzne rozważania…), a to z kolei skłoniło mnie do ponownego (wierzę, że nie ostatniego) zastanawiania się nad rolą pozytywnego myślenia w naszym życiu i powiązania jego zalet z jakże potrzebnym w XXI wieku „myśleniem krytycznym”.

początek czy koniec podróży?

Badania „positive thinking”

Coraz więcej naukowych badań potwierdza, że „pozytywne myślenie” to coś więcej niż tylko chwile bycia szczęśliwym lub okazywanie optymizmu. Pozytywne myśli mogą pomóc ukształtować Nas na nowo, odnaleźć niedostrzegane wcześniej wartości oraz rozwinąć umiejętności, które trwają znacznie dłużej niż okazjonalny (lub wymuszony) uśmiech. Jak wiele zależy od nawyku określającego nasze nastawienie – z automatu pozytywne czy negatywne? Czyż ten quasi-nawyk bycia częściej pozytywnie nastawionym i optymistycznym, nie jest niezbędny do bycia „życiowo” szczęśliwym i częściej usatysfakcjonowanym?

Jedną z osób badających wpływ pozytywnego myślenia jest Barbara Fredrickson z Uniwersytetu Północnej Karoliny, która już kilkanaście lat temu opublikowała na ten temat pracę The broaden-and-build theory of positive emotions. (https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC1693418/pdf/15347528.pdf). Na podstawie przeprowadzonych eksperymentów, przekonuje w niej między innymi, że gdy doświadczamy pozytywnych emocji, takich jak radość, zadowolenie i miłość, mamy szansę zobaczyć więcej możliwości w swoim życiu. Brzmi optymistycznie!

Więcej opcji na sukces

Zatem pozytywne emocje poszerzają Nasze poczucie możliwości i otwierają Nasze umysły na więcej opcji. Już samo myślenie w kategoriach opcji, czyli wielu możliwych wariantów przyszłości sprawia, że wzrasta prawdopodobieństwo wykreowania i wybrania do realizacji lepszego rozwiązania. W związku z powyższym taka postawa będzie już kompilacją „smart thinking”, w ramach którego spokojnie mieści się koncepcja myślenia krytycznego – moim zdaniem umiejętności absolutnie niezbędnej w dzisiejszym świecie fake-news, kłamstwa (Światowy dzień bez kłamstwa) i post-prawdy (Środki perswazji i manipulacji – ebook).

Dlatego warto w głowie eksperymentować i zagrać w grę „a co by było gdyby…”. Dobrą strategią jest także, gdy w czasie tej swoistej rozgrywki w tropienie wariantów, szans i możliwości, zaczniemy je zapisywać. Już samo pisanie optymistycznych i pożądanych scenariuszy może poprawiać nastrój (więcej w artykule tutaj), ale też mimowolnie układać listę, od której już tylko krok do planu. Kolejnym poziomem wtajemniczenia będzie dopisywanie konkretnych działań, które uprawdopodobnią osiągnięcie celu oraz identyfikację przeszkód, które należy zneutralizować – pokonać lub ominąć.

Metodyka szczęśliwego życia

Naukę pozytywnego myślenia i zaprzyjaźniania się z dobrym samopoczuciem, należy rozpocząć od znalezienia sposobów na dostrzeganie szczęścia w codziennych chwilach i kreowania pozytywnych emocji w swoim życiu – czy to poprzez chwilę ze swoimi myślami (docelowo medytację), pisanie, grę w koszykówkę czy cokolwiek innego zapewniającego nam trwały uśmiech szczęścia, czyli coś więcej niż tylko chwilowe zmniejszenie stresu i kilka przelotnych uśmiechów. W międzyczasie dokładamy odrobinę wytrwałego rozwoju własnych talentów i umiejętności (wiedza), dekorujemy szczyptą krytycznego myślenia, czyli weryfikacji i sprawdzania, aż otrzymamy pożądane myślenie smart, które zwiększy nasze szanse na bezpieczne i satysfakcjonujące, a może nawet szczęśliwe, życie.

Be Smart Enough
Krzysztof Buczkowski – www.buczkowski.eu

Ekipa od lodowego zamieszania, czyli kto i dlaczego pragnie bardziej

Szara wiosna, kolorowe lody

Kwiecień 2021 roku nie rozpieszcza nas ciepłym wiosennym słońcem. Za oknami głównie zimno, wietrznie i deszczowo. Oczekując na lepszą pogodę, niejako w zastępstwie (pozacovidowo oczywiście) otrzymujemy informacje jakoby brakowało pewnych nowych lodów od firmy Koral (np. Money.pl pokusił się o artykuł: tutaj ). Wydawałoby się, że kampania jakich wiele, ale warto przy niej na chwilę się zatrzymać by przypomnieć kilka najważniejszych zasad z psychologii sprzedaży, które niewątpliwie zostały tutaj wykorzystane, a czy z sukcesem, życie pokaże.

Historia kołem się toczy

Marka Koral w swych kampaniach systematycznie wykorzystuje znane twarze. Obowiązkowo należy przypomnieć pionierów z 2003 roku, czyli Marylę Rodowicz i Daniela Olbrychskiego, którzy mieli swoją linię lodów i oczywiście Dodę, która zachęcała do kupna różowych lodów w 2008 roku. W kolejnych latach z lodami łączyły się także Natasza Urbańska czy Joanna Krupa, ale już jakby z mniejszym sukcesem. Można rzec, że znane twarze w reklamach to klasyka. Jednak w zrozumieniu czemu jedne odnoszą sukces większy, a inne mniejszy, kluczowe wydaje się znalezienie odpowiedzi na pytanie: „komu znane są te twarze?”. I tutaj płynnie nawiążemy do bieżącej kampanii z roku 2021 czyli lodów Ekipy i osoby samego Friza. Karol „Friz” Wiśniewski to aktualnie najpopularniejsza postać polskiego YouTube’a. Zaczynał od łapania Pokemonów i Minecraftu. Wykorzystał bardzo popularne trendy wśród młodych ludzi, a dzięki swojej inwencji potrafił odróżnić się od konkurencji i systematycznie powiększać grono obserwatorów (followers’ów). Kolejny etap to kanał EKIPA założony w sierpniu 2018 r., gdzie obserwujemy życie i dokonania Friza i jego grupy. Co stoi za sukcesem? Branżowcy wymieniają konsekwentne podążanie za trendami i umiejętne ich kreowanie (adaptowanie? imitowanie?), a także kreatywność i profesjonalizm tworzonych treści.

Ekipa to liże

Wracając do lodów, a dokładniej, jak nas skrupulatnie informują twórcy i promotorzy, zatem wracając do limitowanej edycji lodów Ekipa, mają one ponoć znikać ze sklepowych lodówek w tempie błyskawicznym, czego jakże „naturalną” konsekwencją jest już nawet sprzedaż „kolekcjonerskich” (sic!) papierków po lodach na najpopularniejszym serwisie aukcyjnym Allegro. Nie omieszkano szumnie odnotować, że są ponoć chętni gotowi zapłacić za te papierki kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy złotych. Warto jednak poświęcić chwilę i okaże się, że te oferty faktycznie są, ale na allegrolokalnie.pl, czyli tej odmianie serwisu, która traktowana jest bardziej jak tablica ogłoszeń i nie ma tam szczególnej presji na finalizację transakcji z jej odpowiednim finansowym zabezpieczeniem. Wykorzystano tutaj instrumentalnie i z premedytacją fakt nasuwającego się większości skojarzenia, że warto się zainteresować tematem skoro: „tak wielu” chce zaoferować „tak wiele” za wydawałoby się „tak niewiele”. Akcja marketingowa chwyciła i nastolatki przekazywały sobie gorące lodowe info lotem błyskawicy, łącznie z dopełniającymi komentarzami potwierdzającymi, że faktycznie brakuje lodów oraz pozytywnymi wpisami tych, którzy mieli szczęście i już ich spróbowali – ponoć są smaczne i oryginalne.

Wiedza vs Emocje

Warto zatem powtórzyć jak Koral i Ekipa ponownie zdobyli rynek, otóż przede wszystkim:

  • mało lodów w tzw. przedsezonie (wiosna) – reguła niedostępności w czystej postaci, ponieważ im bardziej czegoś brakuje, tym bardziej chcemy to posiadać. Niedobór powoduje powstawanie silnej emocji, która zaburza nasze racjonalne myślenie, a wtedy pojawia się naturalne skojarzenie, że skoro mało dostępne, zatem na pewno lepsze i wyjątkowe;
  • licytacje papierków na aukcjach i lawina pozytywnych komentarzy – można uznać, że to część społecznego dowodu słuszności, ponieważ tyle osób tego pragnie i jest gotowe przeznaczyć (rzekomo) ogromne kwoty by to zdobyć, dlatego na pewno warto. Tyle osób przecież nie może się mylić?
  • Ponadto, gdy dodamy do powyższego pakietu regułę sympatii oraz regułę autorytetu, a one wśród potencjalnych zainteresowanych, czyli fanów Ekipy zadziałają niejako w sposób automatyczny, a następnie podkreślimy całość regułą zaangażowania i konsekwencji – wszak prawdziwy „ekipianin” noszący to co powinien, musi też zjeść lody Ekipy, to otrzymamy gotowy przepis na sukces… a za chwilę startuje sezon letni i obstawiam, że lody Ekipy będą w każdym najmniejszym sklepiku w olbrzymich ilościach… nie do przejedzenia… 😉

Opisane powyżej w telegraficznym skrócie mechanizmy są wokół nas, dlatego dobrze jest zdawać sobie z nich sprawę i wiedzieć, że wielu je wykorzystuje by na nas wpłynąć i osłabić racjonalność wyborów. Uzbrojeni w wiedzę, możemy próbować oswajać swoje emocje, wszak to one jako pierwotne i automatyczne decydują jak się zachowamy.

Krzysztof Buczkowski

Smart Enough!

Światowy dzień bez kłamstwa

Kłamstwo na drodze do prawdy

28 marca co roku wypada Światowy Dzień bez kłamstwa! (sic!). Gdy zdałem sobie z tego sprawę i odniosłem do sytuacji świata XXI wieku w tym obszarze, stwierdziłem, że jedyny stosunek jaki mogę w tej chwili żywić do tego „święta” jest wybitnie ambiwalentny.
Z jednej strony należy chwalić każdą inicjatywę, która uświadamia, że warto dążyć do prawdy, czyli nie posługiwać się kłamstwem (no może poza tym konwencjonalnym, czyli niejako codziennym tym mniejszej wagi – tj. „dobrze Cię widzieć, tak smakowało mi lub cieszę się, że wygrałeś na loterii”!?), zwłaszcza gdy w konsekwencji danego fałszu mogą wystąpić policzalne straty: finansowe, zdrowotne, polityczne lub oczywiście emocjonalne, choć te ostatnie zdają się tracić na wartości z każdą upływającą chwilą. Z drugiej zaś, świadomość skali zjawisk manipulacyjnych i półprawd, będących de facto kłamstwami serwowanymi nam z premedytacją w każdym medium, wywołuje lęk przed światem, w którym przychodzi nam żyć.

„Kłamstwo dzieckiem przyzwyczajenia człowieka” – Krzysztof Buczkowski

Niemniej warto o nim wspomnieć i niejako wytłumaczyć, iż kłamstwo jest niechcianym dzieckiem przyzwyczajenia, które jest przecież drugą naturą człowieka. Ludzie kłamali, kłamią i będą kłamać. Zmieniają się tylko narzędzia i techniki.

Rys historyczny

W czasach zamierzchłych, zanim jeszcze ruchome czcionki Guteneberga zrewolucjonizowały dostęp do książek i umożliwiły pojawienie się prasy, wiadomości przekazywano z ust do ust lub mozolnie spisywano je odręcznie. Jak możemy sobie wyobrazić (a historia potwierdzi), także w rękopisach umieszczano kłamstwa, które miały pomóc w realizacji konkretnych planów osób piszących lub finansujących proces pisania – na przykład podkopywano wiarygodność jednego możnowładcy podając jego domniemane występki przeciw ludowi lub religii, by kilka wierszy dalej w tym samym dziele promować innego poprzez subtelny opis czynów chwalebnych, zarówno w zakresie cnót mądrości jak i męstwa. Z uwagi na formę, ich zasięg i czas oddziaływania były ograniczone. Sam proces dystrybucji takiej wiadomości trwał tygodnie lub miesiące, a w przypadku ksiąg, nawet lata. Zatem oddziaływanie kłamstwa było mniejsze i mniej dynamiczne, ale jednak w zamyśle inicjatorów – skuteczne.

Wspomniany druk przemysłowy niewątpliwie otworzył ludziom wrota do wiedzy i wpłynął na poziom ich świadomości, ale tym samym niejako w pakiecie dał narzędzie do seryjnego produkowania i rozpowszechniania kłamstw. Kłamstwo mogło docierać do większej liczby ludzi i oddziaływać masowo. Kolejne kroki rozwoju mediów, czyli radio i telewizja, mają oczywiście swój wkład w promocję informacji nie zawsze zgodnych z rzeczywistością. Wspomnę tylko mój ulubiony przykład audycji która wstrząsnęła USA 30 października 1938 roku. Wtedy to stacja radiowa CBS nadała słuchowisko radiowe zrealizowane według książki Herberta George’a Wellesa pt. „Wojna światów”. Sugestywny przekaz zasiał panikę wśród milionów słuchaczy – ludzie w popłochu wybiegali ze swoich domów. Czy ludzie sami się oszukali? Dlaczego strach i przerażenie wywołane fikcyjnym atakiem obcej cywilizacji były tak realne – dzięki wykorzystanej formie i środkom wyrazu? A może zadziałała moc ludzkiej wiary? Zapewne obie odpowiedzi są prawidłowe.

Współczesna dynamika szerzenia kłamstw

Dziś mamy do czynienia z kolejnym etapem ewolucji kłamstwa i jego roli w naszym życiu, poprzez natychmiastowe medium, które każdy ma przy sobie, czyli Internet i oparte na nim platformy społecznościowe. Znowu do głosu dochodzi bezkrytyczna wiara w przekaz i podążanie za sensacją, a w tle czai się konkretny interes – finansowy lub polityczny, popkulturowy a niekiedy ideologiczny.

Zasada ograniczonego zaufania

Najważniejsze co musimy powtarzać do znudzenia, sobie i najbliższym, to zasadę ograniczonego zaufania do tego co widzimy lub słyszymy w mediach. Zadanie sobie w myślach kilku pytań kontrolnych typu: „kto ją rozpowszechnia?”, „jaka jest waga tej informacji?”, „czy może mieć na mnie wpływ i moje zdrowie, finanse, wybory polityczne lub życiowe?”, „co może dać bohaterowi lub przekazującemu?” itp., będzie nie tylko ćwiczeniem szarych komórek, ale z czasem stanie się wentylem bezpieczeństwa przed fake-newsami, półprawdami, post-prawdą i wszelkimi innymi manipulacjami. Nawet jeśli będzie to wiązać się z powtarzaniem pesymistycznych słów Nietzchego: „Nie jestem zły, że mnie okłamałeś. Jestem smutny, że od teraz nie mogę Ci uwierzyć”. Lepiej czasami nie uwierzyć Internetowi i być chwilowo tylko smutnym, niż ostatecznie oszukanym, chorym lub okradzionym oraz dodatkowo smutnym lub wręcz zrozpaczonym.

Be Smart Enough!
Krzysztof Buczkowski

Szczepienia na COVID – walka o rynek czy zdrowie?

Czy na pewno rządzi popyt i podaż na szczepionkę?

Wydawałoby się, że koncerny farmaceutyczne mają wręcz doskonałe warunki do promocji i monetyzacji swych produktów przeznaczonych do walki z objawami COVID – wszak możliwości wszystkich producentów razem wziętych nie nadążają za popytem generowanym przez zainteresowane zakupem kraje (z premedytacją użyłem słowa „objawami” bo właśnie ono najczęściej pada w komunikatach wydawanych przez świat medycyny! Ciekawe, że środowisko nie używa bardziej zrozumiałych dla przeciętnego odbiorcy słów np. „szczepionka chroniąca przed zachorowaniem lub wprost przed daną chorobą”? Podobno diabeł tkwi w szczegółach, a tu właśnie taki drobny szczegół jest!).

Opinie ekspertów

Marzec 2021 to spore zawirowanie wokół szczepionki AstraZeneca, ponieważ ujawniono kilka przypadków zgonów osób zaszczepionych tym preparatem – zgony miały nastąpić z powodu zakrzepicy żył mózgowych i zatorów płucnych. W związku z tym 7 marca br. austriacki Federalny Urząd ds. Bezpieczeństwa w Opiece Zdrowotnej (BASG) postanowił tymczasowo zawiesić stosowanie szczepionki z serii ABV 5300, po nim dołączały kolejne kraje, a 15 marca br. także Ministerstwo Zdrowia Niemiec poinformowało o swej analogicznej decyzji. Z kolei 16 marca br. szefowa Europejskiej Agencji Leków (www.ema.europa.eu) Emer Cooke ogłosiła, że nie ma obecnie wskazań, iż szczepienia preparatem firmy AstraZeneca spowodowały te skutki uboczne. Jednakże podkreśliła, że będą prowadzone dalsze analizy i badania. 17 marca także WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) oficjalnie stwierdziła, że korzyści wynikające ze szczepionki AstraZeneca przewyższają ryzyko i zaleca kontynuowanie szczepień (www.who.int). Co ważne polski rząd nie rekomenduje wycofania się z wykorzystania tego preparatu.

Gdzie jest prawda?

Teraz należy zadać pytania, czy ujawniane skutki uboczne, na czele ze zgonami mieszczącymi się w standardach (akceptowany przez naukę margines) uzasadniają skalę zamieszania. Czy rezygnacje krajów mają charakter czysto formalny i mają na celu ochronę obywateli, czy może bardziej troszczą się o emocje ludzi i powiązane z nimi sympatie polityczne? Czy nie należy sprawdzić inspiracji po stronie przeciwników biznesowych? Niezaprzeczalnym faktem jest, że szum informacyjny już ma negatywne konsekwencje. Polscy seniorzy zaczynają rezygnować z zaplanowanych terminów szczepień. Zatem kto zyska, a kto straci?

Be Smart Enough!
Krzysztof Buczkowski

fot. ema.europa.eu

Bądź konstruktywnie KRYTYCZNY w sieci!

Cały czas jesteś online w mediach społecznościowych! Oglądasz zdjęcia, czytasz nagłówki, zapowiedzi, a nawet w końcu całe artykuły. Oglądasz filmy, zarówno te krótsze jak i te dłuższe, czasami szukasz rozrywki graficznej (memy) lub muzycznej (tiktoki). Wszyscy starają się opowiedzieć swoje historie i wciągnąć Cię w swój świat. Niestety nie wszystkie wiadomości i opowieści są prawdziwe.

Czasami informacje są „uatrakcyjniane” (koloryzowane lub perfidnie zafałszowywane) bo ich twórcy chcą, abyś po prostu kliknął w kolejne linki (łącza) lub reklamy na odwiedzanej stronie internetowej. Niestety „fałszywki” coraz częściej tworzone są z powodów czysto biznesowych lub także politycznych, np. by zdeprecjonować (umniejszyć) lub przewartościować określone osoby, wydarzenia lub produkty i usługi.

W dzisiejszych czasach tworzenie i udostępnianie wiadomości jest bardzo łatwe. Nowe historie zalewają sieć i każde popularne medium. Ośrodki naukowe z całego oświata ostrzegają, że fake-news zalewają cyfrowy świat a dezinformacja staje się realnym zagrożeniem w wielu obszarach naszego życia – wpływa na nasze osobiste wybory, a w konsekwencji kształtuje nasze postawy.

Najważniejsza wskazówka to: bądź wystarczająco sprytny by nie dać się oszukać, a w tym pomoże Ci nauka konstruktywnego krytycyzmu wobec tego co znajdujesz w Internecie!

Mam nadzieję, że to moje miejsce w sieci trochę Ci w tym pomoże.
Be Smart Enough!

Zapraszam

Krzysztof Buczkowski